Rozdział nie sprawdzony
~~ Oczami Louisa ~~
~~ Oczami Louisa ~~
Obudził mnie mocny ból głowy. Muszę pamiętać żeby więcej tak dużo nie
pić. Zmusiłem się do otwarcia oczu po czym stwierdziłem, że nie jestem u siebie
w pokoju. Gdzie ja do cholery jestem i co
tutaj robię? Powoli wstałem z łóżka po czym zobaczyłem, że jestem całkiem
nagi. Co tu się wczoraj wydarzyło?
Dlaczego ja jestem goły i w dodatku nie w swoim domu? Mam nadzieję, że nie
zrobiłem nic głupiego. Jeżeli się z kimś przespałem, a tego nie pamiętam to się
zatłukę . Wzrokiem odnalazłem moje bokserki. Szybko po nie sięgnąłem i gdy
je ubierałem drzwi od pokoju się otworzyły. Odwróciłem się w tamtą stronę, a to
kogo tam zobaczyłem sprawiło, że miałem ochotę sobie przywalić.
- El? – zapytałem bardziej siebie, niż ją - co ty tutaj robisz?
- Jak to co?- zaśmiała się krótko- mieszkam kochanie –brunetka
zaakcentowała ostatnie słowo
- Po pierwsze nie nazywaj mnie kochaniem, a po drugie dlaczego jesteś
ubrana wyłącznie w moja bluzkę ? – zapytałem mając nadzieję, że jej odpowiedź
nie będzie taka jak ja myślę.
- No jak to dlaczego misiu ? Nie pamiętasz naszej upojnej nocy? Muszę
przyznać, że jesteś w tym lepszy niż zapamiętałam.
- Nie, nie, nie, nie to nie może być prawda.- pociągnąłem moje włosy-
Ja nie mogłem przespać się z moją byłą. To niemożliwe –mówiąc to zacząłem
chodzić po pokoju. – To nie powinno się stać !– krzyknąłem
- No cóż trudno, stało się skarbie. Skoro już ze sobą spaliśmy, to
może do siebie wrócimy? – zapytała Eleanor swoim przesłodzonym głosem
podchodząc do mnie i kładąc dłoń na mojej klatce.
- Teraz chyba sobie ze mnie kpisz – wysyczałem przez zęby odpychając
brunetkę.- Najpierw mnie zdradzasz, a teraz zaciągasz do łóżka i myślisz że do
ciebie wrócę ?! Twoje niedoczekanie- zaśmiałem się gorzko- powiem więcej,
choćbyś była jedyną na świecie i tak bym do ciebie nie wrócił – mówiłem powoli
i wyraźnie każde słowo.- A teraz pozwól, że wezmę prysznic i zniknę raz na
zawsze z twojego życia, tak jak ty z mojego. - ruszyłem prosto do łazienki
omijając Calder.
~~Roxi~~
Obudziłam się w obcym mieszkaniu. No tak przecież zostałam na noc u
Ash i Luke’a . Spojrzałam na telefon. Na wyświetlaczu ukazało się powiadomienie
o 20 nieodebranych połączeniach od Louisa. O cholera, przecież on nic nie wie o
tym, że zostałam na noc u Ash. Pewnie
się teraz o mnie martwi i denerwuje tym, że nie wróciłam na noc. Moje
przemyślenia przerwało pukanie do drzwi pokoju . Powiedziałam ciche proszę, po czym do pokoju wszedł Luke. Powiedziałam
blondynowi o tym, że pewnie mój przyjaciel się o mnie martwi.
- Oh, to on ma na imię Louis?
- Był tu?- zapytałam zaskoczona
- Tak, przyszedł wieczorem to powiedziałem, że już śpisz u mnie w łóżku, a on po prostu odszedł wściekły- wzruszył ramionami- w sumie… to byłem w samym bokserkach, może dlatego- zrobił motorek ustami
- Świetne- warknęłam chowając twarz w dłoniach- No to teraz mam przechlapane – mruknęłam cicho
- Dlaczego? Przecież jesteś pełnoletnia, możesz spać gdzie chcesz, a na pewno nie musisz się tłumaczyć przyjacielowi- Luke próbował mnie uspokoić
- Luke, on na pewno myśli, że my no wiesz…, że my się przespaliśmy- westchnęłam- . Muszę do niego zadzwonić mu to wszystko wyjaśnić .- szybko chwyciłam komórkę i wydusiłam numer niebieskookiego. Ucieszyłam się, gdy chłopak odebrał po 3 sygnale
- Oh, to on ma na imię Louis?
- Był tu?- zapytałam zaskoczona
- Tak, przyszedł wieczorem to powiedziałem, że już śpisz u mnie w łóżku, a on po prostu odszedł wściekły- wzruszył ramionami- w sumie… to byłem w samym bokserkach, może dlatego- zrobił motorek ustami
- Świetne- warknęłam chowając twarz w dłoniach- No to teraz mam przechlapane – mruknęłam cicho
- Dlaczego? Przecież jesteś pełnoletnia, możesz spać gdzie chcesz, a na pewno nie musisz się tłumaczyć przyjacielowi- Luke próbował mnie uspokoić
- Luke, on na pewno myśli, że my no wiesz…, że my się przespaliśmy- westchnęłam- . Muszę do niego zadzwonić mu to wszystko wyjaśnić .- szybko chwyciłam komórkę i wydusiłam numer niebieskookiego. Ucieszyłam się, gdy chłopak odebrał po 3 sygnale
- Hallo, Louis? Jak dobrze to znaczy, że nie jesteś na mnie zły.
Zapomniałam Ci powiedzieć, że nocu.. - nagle mój monolog przerwał damski głos z
drugiej strony telefonu
- Przykro mi, ale Louis nie mógł odebrać telefonu, bo aktualnie bierze
prysznic - po tych słowach zaśmiała się i dodała – nie muszę chyba dodawać, że
ostatnia noc spędził ze mną w łóżku, więc kimkolwiek jesteś nie tykaj go.
- Jakoś ci nie wierzę – odparłam choć miałam już złe przeczucia. -I kim ty tak właściwie jesteś ?
- A wybacz moje maniery- zaśmiała się- jestem Eleanor, była dziewczyna
Lou , ale już niedługo do siebie wrócimy .- gdy usłyszałam jej imię wolna ręka
od razu zacisnęła się w pięść . Jak ona śmie tak mówić? Dokładnie wiem co Lou o
niej mówił i jestem pewna, że nie ma ochoty jej widzieć na oczy.
- Nie uwierzę w to dopóki Louis mi tego nie powie – odparłam Po czym
się rozłączyłam
Odłożyłam telefon na szafkę koło łóżko i chwyciłam się za włosy. A co
jeśli to co Eleonor mówi jest prawdą i Lou spędził z nią upojną noc? Nie. Nie
możesz tak myśleć, na pewno ta zdzira nie mówi prawdy. Nawet jeśli nie mówi ona
prawdy to skąd wzięła ona telefon niebieskookiego?
~~ Oczami Ashtona ~
Od kiedy An do mnie przyleciała minęły już 3 dni. Teraz jestem w
szpitalu w którym pracuje jako ginekolog, jednak dzisiaj ubrany w stare jeansy
i pierwszą lepszą koszulkę, którą znalazłem w szafie siedzę pod salą operacyjną
wpatrując się z niecierpliwością w zegar wiszący nad drzwiami. Mija już czwarta
godzina operacji Ann. Zobaczyłem wybiegającą pielęgniarkę
- Co z nią?- zapytałem trzymając Monic za ramię
- Puść Ashton. Potrzebujemy więcej krwi- rozluźniłem uścisk, a ona pobiegła szybko korytarzem. Zdenerwowany usiadłem z powrotem na niebieskim krzesełku. Potrzebują więcej krwi… coś musi być nie tak.
- Co z nią?- zapytałem trzymając Monic za ramię
- Puść Ashton. Potrzebujemy więcej krwi- rozluźniłem uścisk, a ona pobiegła szybko korytarzem. Zdenerwowany usiadłem z powrotem na niebieskim krzesełku. Potrzebują więcej krwi… coś musi być nie tak.
~~Retrospekcja~~
Czekałem na An na lotnisku. Z jednej strony byłem zadowolony, że moja
sistra po dwóch latach chce mnie odwiedzić, ale z drugiej nie wiedziałem,
dlaczego odważyła się na taki ruch. Udałem się w stronę kawiarni widząc, że przyleci
dopiero za jakieś pół godziny. Zamówiłem ciepły napój, a gdy już był gotowy
usiadłem przy stoliku wpatrując się w widok za oknem. Zdążyłem wypić kawę i
zagrać w jakąś grę, którą znalazłem na telefonie zanim ogłosili, że za chwilę
wyląduje tu samolot An. Kiedy zobaczyłem duży tłum ludzi odbierających bagaże wyszedłem
z pomieszczenia. Rozglądałem się za niską blondynką i już po chwili zobaczyłem
chudą postać zmierzającą w moją stronę. Dopiero gdy jej się przyjrzałem
rozpoznałem w niej An.
- Matko, to ty?- zapytałem podchodząc do blondynki
- Z tego co wiem, to jestem twoją siostrą Irwin, ale jak wolisz- wzruszyła ramionami
- Tak się cieszę, że cię widzę- przytuliłem się do niej na co ona cicho się zaśmiała
- Też tęskniłam, ale jestem zmęczona Ash, proszę wróćmy już do domu- posłusznie ją puściłem i wziąłem bagaże, po czym ruszyliśmy do samochodu. Zanim dojechaliśmy do mieszkania dziewczyna zdążyła już zasnąć. Gdy zaparkowałem delikatnie ją szturchnąłem, aby się obudziła. Dopiero po chwili otworzyła oczy i gdy zorientowała się, że już jesteśmy na miejscu wysiadła z pojazdu. Podałem jej klucze do domu a sam wziąłem jej bagaż i sprawdziłem skrzynkę pocztową. Po wejściu do domu odstawiłem walizkę w salonie i ruszyłem do kuchni mając nadzieję, że tam znajdę blondynkę. Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem siedzącą przy stole An z kubkiem herbaty.
- Może coś zjesz? No wiesz, dużo schudłaś odkąd ostatni raz Cię widziałem, teraz można na tobie żebra policzyć. Ty w ogóle coś jadłaś przez te dwa lata?
- Nie jestem głodna- uśmiechnęła się delikatnie
- Super, w takim razie już możesz szukać pracy w szkole, jako kościotrup na którym będą pokazywać budowę ciała- powiedziałem sarkastycznie
- Daj spokój Ashton.- dziewczyna wstała i wyszła z pomieszczenia
- An, nie obrażaj się! Po prostu się o Ciebie martwię, okey? Nie chcę żebyś zapadła w anoreksję lub zachorowała na jakąś chorobę.
- Gdzie mam spać?- westchnąłem cicho
- Pierwszy pokój po prawej na piętrze.- usłyszałem charakterystyczne skrzypienie schodów.
Zrezygnowany postanowiłem zrobić sobie kolację. Po zjedzeniu jajecznicy postanowiłem się położyć.
Następnego dnia obudziłem się o 7.00. Wiedziałem, że już nie zasnę więc postanowiłem rozpakować siostrę. Udałem się do jej pokoju po czym zacząłem wykładać ubrania. Poczułem ręce, które mnie przytulając od tyłu
- Przepraszam Ash, po prostu byłam wczoraj zmęczona i nie czułam się za dobrze po podróży
- Jest okey An. Idź zrobić śniadanie, ja dokończę Cię rozpakowywać.- uśmiechnąłem się na co blondynka odetchnęła z ulgą i wyszła z pokoju.
Gdy wszystkie ubrania już leżały w szafie zauważyłem kopertę na dnie torby. Otworzyłem ją i z przerażeniem wpatrywałem się w napisy na karcie.
- Co to jest do jasnej cholery An?!- krzyknąłem, kiedy już nalazłem się w kuchni.
- Jesteś lekarzem myślę, że wiesz co to jest- słysząc odpowiedź dziewczyny zacisnąłem szczękę- A po za tym nie masz prawa tego czytać Irwin.
- TU NIE CHODZI O TO CZY MAM PRWO, CZY GO NIE MAM ANN! – wybuchnąłem, ale widząc minę dziewczyny uspokoiłem się i mówiłem już delikatniej- Dlaczego się nie zgodziłaś An? Przecież masz szanse go wyleczyć. Może nie za bardzo się akurat na tym znam, ale Calum się tym zajmuje. Z tego co tu widzę chyba można zoperować Cię, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się na obszarze mózgu, a potem leczyć chemioterapią.
- Ja się bałam Ash, okey? Chciałam Cię jeszcze zobaczyć, spędzić chwilę razem, a potem ze spokojem umrzeć- uśmiechnęła się słabo
- Jedziemy do szpitala Ann. Poproszę Caluma, może uda się Ciebie gdzieś umieścić. Jeżeli chcemy dać radę, musimy to zrobić w ciągu kilku dni.
Po kilku godzinach byliśmy już w szpitalu. Calum poprał moją teorię i po badaniach ogłosił, że będzie możliwa operacja, bo akurat mieli przylecieć jacyś dobrzy lekarze z Londynu aby nas podszkolić.
Dzisiaj blondynka zaczęła się ze mną żegnać, jakby udawała się na pewną śmierć. Przerwałem jej przemowę mówiąc, że jeszcze się spotkamy Pocałowałem ją w czoło i rzuciłem krótkie „do zobaczenia” , po czym wyszedłem, aby dać im w spokoju przygotować blondynkę do operacji.
~~KONIEC RETROSPEKCJI~~
Zobaczyłem, że ludzie wychodzą z sali. Wstałem z siedzenia i spojrzałem na dziewczynę, która była cała blada. Mój wzrok odszukał Caluma, który ze łzami w oczach wpatrywał się we mnie
- Robiłem co mogłem Ashton, tak bardzo przepraszam
Spojrzałem jeszcze raz na dziewczynę i zauważyłem, że jej klatka się nie unosi. Poczułem jak silne ramiona zmuszają mnie do tego, bym usiadł. Nie dowierzając do siebie TEJ myśli przypomniałem sobie ostatnie słowa dziewczyny „ W razie czego zadzwoń z mojego telefonu do Keili, ona powie reszcie”. Wyciągnąłem z kieszeni urządzenie. Wybrałem dany numer. Po trzecim sygnale usłyszałem męski głos
- An? Dlaczego wyjechałaś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Gdzie jesteś?
- An nie żyje.
----------------------------
Witajcie kochani po baaaaardzo długiej przerwie.
Przepraszamy za nią, ale nie umiałyśmy napisać tego rozdziału. Pisałyśmy, potem kasowałyśmy, znowu pisałyśmy a później zmienialiśmy i ponownie usuwałyśmy, ale w końcu jest prawda?
Mamy nadzieję, że długością i jakością chociaż trochę wam to wynagrodziłyśmy <3
Do następnego <3
Car and Tori
- Matko, to ty?- zapytałem podchodząc do blondynki
- Z tego co wiem, to jestem twoją siostrą Irwin, ale jak wolisz- wzruszyła ramionami
- Tak się cieszę, że cię widzę- przytuliłem się do niej na co ona cicho się zaśmiała
- Też tęskniłam, ale jestem zmęczona Ash, proszę wróćmy już do domu- posłusznie ją puściłem i wziąłem bagaże, po czym ruszyliśmy do samochodu. Zanim dojechaliśmy do mieszkania dziewczyna zdążyła już zasnąć. Gdy zaparkowałem delikatnie ją szturchnąłem, aby się obudziła. Dopiero po chwili otworzyła oczy i gdy zorientowała się, że już jesteśmy na miejscu wysiadła z pojazdu. Podałem jej klucze do domu a sam wziąłem jej bagaż i sprawdziłem skrzynkę pocztową. Po wejściu do domu odstawiłem walizkę w salonie i ruszyłem do kuchni mając nadzieję, że tam znajdę blondynkę. Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem siedzącą przy stole An z kubkiem herbaty.
- Może coś zjesz? No wiesz, dużo schudłaś odkąd ostatni raz Cię widziałem, teraz można na tobie żebra policzyć. Ty w ogóle coś jadłaś przez te dwa lata?
- Nie jestem głodna- uśmiechnęła się delikatnie
- Super, w takim razie już możesz szukać pracy w szkole, jako kościotrup na którym będą pokazywać budowę ciała- powiedziałem sarkastycznie
- Daj spokój Ashton.- dziewczyna wstała i wyszła z pomieszczenia
- An, nie obrażaj się! Po prostu się o Ciebie martwię, okey? Nie chcę żebyś zapadła w anoreksję lub zachorowała na jakąś chorobę.
- Gdzie mam spać?- westchnąłem cicho
- Pierwszy pokój po prawej na piętrze.- usłyszałem charakterystyczne skrzypienie schodów.
Zrezygnowany postanowiłem zrobić sobie kolację. Po zjedzeniu jajecznicy postanowiłem się położyć.
Następnego dnia obudziłem się o 7.00. Wiedziałem, że już nie zasnę więc postanowiłem rozpakować siostrę. Udałem się do jej pokoju po czym zacząłem wykładać ubrania. Poczułem ręce, które mnie przytulając od tyłu
- Przepraszam Ash, po prostu byłam wczoraj zmęczona i nie czułam się za dobrze po podróży
- Jest okey An. Idź zrobić śniadanie, ja dokończę Cię rozpakowywać.- uśmiechnąłem się na co blondynka odetchnęła z ulgą i wyszła z pokoju.
Gdy wszystkie ubrania już leżały w szafie zauważyłem kopertę na dnie torby. Otworzyłem ją i z przerażeniem wpatrywałem się w napisy na karcie.
- Co to jest do jasnej cholery An?!- krzyknąłem, kiedy już nalazłem się w kuchni.
- Jesteś lekarzem myślę, że wiesz co to jest- słysząc odpowiedź dziewczyny zacisnąłem szczękę- A po za tym nie masz prawa tego czytać Irwin.
- TU NIE CHODZI O TO CZY MAM PRWO, CZY GO NIE MAM ANN! – wybuchnąłem, ale widząc minę dziewczyny uspokoiłem się i mówiłem już delikatniej- Dlaczego się nie zgodziłaś An? Przecież masz szanse go wyleczyć. Może nie za bardzo się akurat na tym znam, ale Calum się tym zajmuje. Z tego co tu widzę chyba można zoperować Cię, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się na obszarze mózgu, a potem leczyć chemioterapią.
- Ja się bałam Ash, okey? Chciałam Cię jeszcze zobaczyć, spędzić chwilę razem, a potem ze spokojem umrzeć- uśmiechnęła się słabo
- Jedziemy do szpitala Ann. Poproszę Caluma, może uda się Ciebie gdzieś umieścić. Jeżeli chcemy dać radę, musimy to zrobić w ciągu kilku dni.
Po kilku godzinach byliśmy już w szpitalu. Calum poprał moją teorię i po badaniach ogłosił, że będzie możliwa operacja, bo akurat mieli przylecieć jacyś dobrzy lekarze z Londynu aby nas podszkolić.
Dzisiaj blondynka zaczęła się ze mną żegnać, jakby udawała się na pewną śmierć. Przerwałem jej przemowę mówiąc, że jeszcze się spotkamy Pocałowałem ją w czoło i rzuciłem krótkie „do zobaczenia” , po czym wyszedłem, aby dać im w spokoju przygotować blondynkę do operacji.
~~KONIEC RETROSPEKCJI~~
Zobaczyłem, że ludzie wychodzą z sali. Wstałem z siedzenia i spojrzałem na dziewczynę, która była cała blada. Mój wzrok odszukał Caluma, który ze łzami w oczach wpatrywał się we mnie
- Robiłem co mogłem Ashton, tak bardzo przepraszam
Spojrzałem jeszcze raz na dziewczynę i zauważyłem, że jej klatka się nie unosi. Poczułem jak silne ramiona zmuszają mnie do tego, bym usiadł. Nie dowierzając do siebie TEJ myśli przypomniałem sobie ostatnie słowa dziewczyny „ W razie czego zadzwoń z mojego telefonu do Keili, ona powie reszcie”. Wyciągnąłem z kieszeni urządzenie. Wybrałem dany numer. Po trzecim sygnale usłyszałem męski głos
- An? Dlaczego wyjechałaś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Gdzie jesteś?
- An nie żyje.
----------------------------
Witajcie kochani po baaaaardzo długiej przerwie.
Przepraszamy za nią, ale nie umiałyśmy napisać tego rozdziału. Pisałyśmy, potem kasowałyśmy, znowu pisałyśmy a później zmienialiśmy i ponownie usuwałyśmy, ale w końcu jest prawda?
Mamy nadzieję, że długością i jakością chociaż trochę wam to wynagrodziłyśmy <3
Do następnego <3
Car and Tori